Ten wyjazd był o tyle niezwykły, że został wytyczony przez sztuczną inteligencję.
Komoot dostał zlecenie na utworzenie 20 kilometrowej trasy. Start spod palmy wprowadził niektórych w konsternację bo niby i palma i brzoza to drzewa, ale w dwóch różnych częściach miasta. W końcu udało się zebrać wszystkich i ruszyliśmy w stronę Przyłęku. W pobliżu wiatraka nieoczekiwanie porzuciliśmy asfalt na rzecz szutrowych dróg, które szybko zamieniły się w piaszczyste leśne odcinki. Niektórzy piali z zachwytu na widok piachów, inni filozoficznie stwierdzali ze tu mnie jeszcze nie było, a jeszcze inni mruczeli policzymy się w domu. Po dojechaniu do autostrady, było już klasycznie i przyjemnie. Leśne szuterki klasy premium z bonusem w postaci jazdy z górki.
Ciekawostka z trasy:
Piaszczyste odcinki, o których mowa w powyższym opisie oraz inne rozległe powierzchnie piaszczysto żwirowe, to pozostałość po działalności lodowca. Najbardziej widocznym efektem tej działalności to górki i pagórki, ciągnące się na północ od Nowego Tomyśla, pomiędzy Przyłękiem i Glinnem. Te pagórki, to ciągi wydm parabolicznych powstałych w skutek działalności wiatru bezpośrednio po ustąpieniu lodowca (zlodowacenia bałtyckiego), jakieś 25 tyś. lat temu. Niektóre z wydm mają nawet 25 m wysokości względnej. Najwyższa 101 m n.p.m. W celu ochrony ciągu wydm parabolicznych, został utworzony „Zespół przyrodniczo – krajobrazowy Glińskie Góry”.
Data wycieczki: 30.07.24
Uczestnicy: Iza, Natalia, Arek, Bartek, Donald, Robert, Zenon





