Nasz Zenek tym razem wymyślił trasę, która była prawdziwą poezją na dwóch kółkach! Polne drogi, zero korków, zero spalin – tylko my, rowery i piękna okolica. Pogoda? Jak z obrazka – słońce grzeje, wiatr chłodzi, pedałuje się przyjemnie i lekko.
I wiecie co? Jechało nam się tak fajnie, że sami wpadliśmy na pomysł: “A może by tak jeszcze kawałek?” I hop! Kierunek staw w Kozich Laskach. Miejsce przepiękne, woda jak lustro, idealne na krótki postój i zdjęcia.
Ale nas poniosło jeszcze bardziej. “A sprawdźmy może, jak się jedzie do MOP-u w Wytomyślu tą drogą od stawu?” – rzucił ktoś. I tu się zaczęła prawdziwa przygoda! 😄
Droga okazała się być… no powiedzmy delikatnie… bardzo trawiasta. I bardzo “żywa”. Kleszcze urządziły sobie tam prawdziwy festiwal! Po przejechaniu tego odcinka wyglądaliśmy jak chodzące choinki – każdy miał swoje “ozdoby”. Naliczyliśmy razem jakieś 20 sztuk tych małych wampirów.
Na szczęście wszystkie usunęliśmy na czas, zanim zdążyły się na dobre zagościć. Lekcja na przyszłość: wysoką trawą lepiej jeździć w długich spodniach, a nie w krótkich!
Nawet z tym małym “safari” wycieczka była przednia! Zenek kolejny raz udowodnił, że ma nos do ciekawych tras. A my udowodniliśmy, że lubimy małe przygody 😊
Data wycieczki: 17.06.25
Uczestnicy: Piotr, Roman, Zenek





